Ekologia

Ekologia

Projekt pszczoła

W ogrodzie uprawiaj rośliny kwitnące w różnych porach roku, choć kawałek ogrodu zostaw półdziki, nie pal liści, nie stosuj środków owadobójczych zawierających neonikotynoidy – kilka prostych zasad, przypominanych przez Greenpeace, pomoże przetrwać pszczołom i innym owadom zapylającym.

Porady, które mają pomóc w przetrwaniu owadom zapylającym, można znaleźć w poradniku „Projekt pszczoła. Zostań pszczelim bohaterem, zostań pszczelą bohaterką”. Powstał on w ramach kampanii „Przychylmy pszczołom nieba”, prowadzonej przez organizację Greenpeace Polska.

W poradniku można znaleźć informacje dotyczące odpowiedzialnego kupowania produktów spożywczych, których wytwarzanie może mieć wpływ na sytuację zapylaczy. Z kolei osobom zainteresowanym ogrodnictwem poradnik oferuje wskazówki na temat samodzielnej uprawy roślin w sposób korzystny dla owadów zapylających oraz instrukcje budowy ogrodowych lub balkonowych hoteli dla owadów.

„Nie szkodzimy pszczołom, np. kupując warzywa, owoce i inne produkty spożywcze uprawiane bez użycia środków syntetycznych. Naprawdę łatwo zostać pszczelim bohaterem lub pszczelą bohaterką, a odpowiedzialne zakupy będą realną pomocą, na którą pszczoły na pewno zasłużyły. Pomagać im możemy na wiele sposobów, nie tylko globalnie, domagając się zakazu stosowania szkodzących im pestycydów. Liczą się też działania lokalne i mądre decyzje przy sklepowej półce” – mówi koordynatorka kampanii „Przychylmy pszczołom nieba” Katarzyna Jagiełło z Greenpeace Polska.

Z poradnika dowiemy się m.in. że należy unikać produktów z roślin z upraw wielkoobszarowych np. kukurydzy, soi, rzepaku, słonecznika, hodowanych poza Unią Europejską; miód warto kupować od lokalnych pszczelarzy; pszczeli bohaterowie absolutnie nie powinni stosować środków owadobójczych zawierających neonikotynoidy. Z kolei miłośnicy ogrodnictwa, którzy chcą pomóc pszczołom we własnych ogródkach, powinni hodować rośliny różnorodne, kwitnące w różnych porach roku. Warto, by zostawili część ogrodu półdziką i nie kosili jej zbyt często.

Obecnie ponad 3/4 gatunków roślin uprawnych w Europie rośnie i wydaje plon dzięki owadom zapylającym. Jak podaje Greenpeace w przygotowanym poradniku, spośród 100 głównych gatunków roślin uprawnych, dostarczających ludziom 90 proc. pożywienia, aż 71 jest zapylanych przez pszczoły i inne zapylacze. Rocznie wykonują one na rzecz rolnictwa pracę wartą 22 mld euro. Oprócz pszczół miodnych, niezwykle ważne są też m.in. pszczoły samotnice i trzmiele. Od pszczoły miodnej są bardziej wydajne i lepiej radzą sobie z zapylaniem roślin, które jej sprawiają trudność, np. z pomidorami, papryką. Niektóre z zapylaczy są też bardziej odporne na niskie temperatury i pracują nawet wtedy, gdy pszczoła już nie wylatuje z ula.

Pomoc owadom zapylającym jest niezbędna, bo choć wykonują one bardzo ciężką pracę, to ich istnienie jest coraz bardziej zagrożone. Zjawisko ich wymierania nasila się w ostatnich latach. W USA ginie co roku średnio jedna trzecia pszczół, w Polsce średnio 20 proc., przy czym istnieją rejony, w których straty sięgają ponad 50 proc. W Polsce – jak podaje Greenpeace – aby optymalnie wspierały rolnictwo, powinno żyć 2,5 mln rodzin pszczelich. Tymczasem ich liczba szacowana jest na 0,8 – 1,2 mln. W Chinach są już miejsca, gdzie nie ma ich w ogóle. Przyczyn wymierania dzikich zapylaczy jest wiele, a jednymi z najistotniejszych są postępująca chemizacja rolnictwa, zmiany klimatyczne, choroby oraz niszczenie siedlisk.

Ekologia

Czy smog zagraża krakowianom także wtedy, gdy przebywają w domu?

Czy smog zagraża krakowianom także wtedy, gdy przebywają w domu? Na pytanie to chcą odpowiedzieć naukowcy z Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Medicum. W ponad 200 krakowskich mieszkaniach wykonają oni pomiar stężenia pyłów w powietrzu.

Rozmieszczone w trzech różnych punktach Krakowa stacje automatycznego monitoringu powietrza wskazują od lat, że stężenie różnych szkodliwych substancji – w tym zawieszonych pyłów w powietrzu i tlenków azotu – niejednokrotnie przekracza dopuszczalne normy.

Jednak specjaliści z UJ Collegium Medicum zwracają uwagę, że te pomiary mają charakter punktowy, a mieszkańcy nie przebywają w sąsiedztwie stacji pomiarowych przez całą dobę. „Poza tym trzeba pamiętać, że współczesny człowiek spędza ponad 90 proc. swojego życia wewnątrz pomieszczeń. Dlatego miara zawartości pyłu zawieszonego w powietrzu notowana przez stacje pomiarowe nie musi odzwierciedlać rzeczywistego narażenia mieszkańców Krakowa na smog” – wyjaśniła PAP dr Monika Ścibor z Zakładu Zdrowia i Środowiska UJ CM.

W ramach grantu Narodowego Centrum Nauki dr Ścibor kieruje badaniem, które ma na celu porównanie danych uzyskanych dzięki użyciu indywidualnych pyłomierzy z danymi z miejskich stacji monitoringowych. Mobilne aparaty pozwalają sprawdzić stężenia pyłu zawieszonego w powietrzu: PM2.5 (cząstki o średnicy do 2,5 mikrometra) i PM10 (cząstki o średnicy do 10 mikrometrów).

Dotychczas przeprowadzono 24-godzinne pomiary u 60 osób. Aby powiększyć grupę badawczą zaproponowano mieszkańcom Krakowa (poprzez profil facebookowy organizacji Krakowski Alarm Smogowy), aby zgodzili się na zamontowanie u siebie w mieszkaniach specjalnych pyłomierzy. W ciągu kilku godzin zgłosiło się ponad 200 osób z różnych dzielnic Krakowa.

W badanym mieszkaniu umieszczane są cztery aparaty mierzące stężenia pyłu zawieszonego PM2.5 i PM10: dwa na zewnątrz i dwa wewnątrz pomieszczeń. Dzięki temu naukowcy sprawdzą korelacje między danymi z trzech krakowskich stacji pomiarowych Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska (WIOŚ), a stężeniami PM2.5 i PM10 w badanych miejscach położonych w różnej odległości od stacji monitoringowych. Równie ważnym zadaniem będzie pomiar stężenia pyłów wewnątrz pomieszczeń i sprawdzenie, co ma wpływ na uzyskane wyniki.

„Na rezultat pomiarów we wnętrzu mieszkania mogą wpływać bardzo różne czynniki, np. sposób ogrzewania mieszkania, położenie pomieszczenia – np. czy wychodzi na podwórze, czy na ulicę – szczelność okien, częstość wietrzenia pokoju, palenie papierosów itd. (…) Wszystkie te elementy musimy wziąć pod uwagę, aby rzetelnie przeanalizować uzyskane wyniki” – komentuje dr Ścibor.

Naukowiec – w ramach tego samego grantu Narodowego Centrum Nauki – bada jednocześnie wpływ wybranych czynników środowiskowych – w tym stężenia wspomnianych pyłów – na ocenę jakości życia pacjentów z astmą oskrzelową.

Powszechnie uznaje się, że wdychanie pyłów wpływa niekorzystnie na układ oddechowy, zwłaszcza osób z nadreaktywnością oskrzeli, a więc także astmatyków. Badaczka z UJ chce sprawdzić, na ile ci pacjenci są faktycznie narażeni na ten niekorzystny wpływ, nawet jeśli większość czasu przebywają w pomieszczeniach i – przede wszystkim – jak to odbija się na jakości ich życia.

Jak wynika np. z rankingu Europejskiej Agencji Środowiska z października 2013 r. Kraków należy do najbardziej zanieczyszczonych miast w Europie. Źródła krakowskiego smogu są wielorakie – w tym powszechne używanie w Małopolsce domowe piece opalane węglem i drewnem, spaliny samochodowe oraz przemysł. Zanieczyszczeniu sprzyja także położenie miasta – w niecce Wisły.

Ekologia

Pszczoły-matki złożyły już jajeczka

Większość pszczelich rodzin w woj. warmińsko-mazurskim dobrze przetrwało zimę, a pszczoły-matki złożyły już jajeczka – poinformował w poniedziałek PAP prezes Wojewódzkiego Związku Pszczelarzy w Olsztynie Józef Zysk.

„Większość pszczół już wykonało pierwsze obloty” – powiedział Zysk. Dodał, że ponieważ jeszcze nie kwitną w regionie żadne rośliny, owady te wciąż odżywiają się pokarmem zmagazynowanym na zimę.

W ulach jest teraz 10-12 tys. pszczół-robotnic, latem będzie ich ok. 80 tys. w każdym ulu. Zysk powiedział, że robotnice oczyściły już ule z padłych zimą owadów (tzw. opad) – zrzuciły je do części ula zwanych dennicami.

„Mamy nadzieję, że po kilku ciepłych dniach, jakie są zapowiadane, zakwitnie leszczyna czy wierzba. Gdy pszczoły skosztują pyłku kwiatowego, od razu się wzmocnią” – podkreślił Zysk. Dodał, że jest to o tyle istotne, że pszczoły-matki złożyły już jajeczka (tzw. czerw) i one także powinny być odżywiane pyłkiem kwiatowym.

„Absolutną katastrofą byłyby teraz dla pszczół mocne mrozy, ale chyba się nie zanosi na nie” – powiedział Zysk.

Mimo że pszczoły przetrwały zimę w dobrej kondycji, to zdaniem Zyska wcale nie musi być to równoznaczne z tym, że w tym roku uda się zebrać dużo miodu. „Moje doświadczenie pokazuje, że więcej miodu zbiera się po ciężkiej zimie. Zima łagodna często oznaczała słabe zbiory. Oby w tym roku było inaczej” – przyznał prezes Wojewódzkiego Związku Pszczelarzy w Olsztynie.

Szacuje się, że w woj. warmińsko-mazurskim jest kilka tysięcy pszczelich rodzin. Nie wszyscy pszczelarze są zrzeszeni w branżowych związkach – wielu ma po kilka uli np. w przydomowych ogródkach.

Ekologia

Bociany wyruszyły w drogę z Europy do Afryki

W drogę do Europy wyruszyły z Afryki bociany – powiedział PAP przyrodnik Ireneusz Kaługa z Grupy EkoLogicznej. Także przy gniazdach i ptasich budkach lęgowych panuje coraz większy ruch.

„Bociany wyruszyły w drogę. Już 2 marca w Turcji widziano stado liczące mniej więcej 120 osobników. Są też informacje o bocianie z Niemiec z nadajnikiem GPS, którego kilka dni temu zlokalizowano w Izraelu. Zapewne nie był sam, leciał w stadzie” – mówi Ireneusz Kaługa. W Polsce ptaki te zjawiają się zwykle po połowie marca, najczęściej 19-20 marca.

Przy odrobinie szczęścia bociany można było zauważyć już wcześniej w różnych miejscach Polski. To ptaki zimujące, które nie odleciały jesienią. Ptaki ze spóźnionych lęgów i kontuzjowane, które ze względu na słabą kondycję, nie były w stanie podjąć wędrówki.

Aby bociany do nas dotarły, muszą zapanować odpowiednie warunki. „Bociany muszą mieć prądy wstępujące, gdyż przemieszczają się w tzw. kominach termicznych. Żeby się te kominy tworzyły, ziemia musi być choć trochę ogrzana. Na razie mamy zmiany pogody; jednego dnia jest ciepło, drugiego zimno. To może trochę powstrzymywać wędrówkę” – mówi przyrodnik.

Na polach, nawet na wschodzie kraju, zaczęły się pojawiać duże stada czajek czy gęsi gęgawy. „Pierwsze żurawie widziałem już trzy tygodnie temu, chodziły parami w miejscach, w których normalnie pojawiają się co roku. Zapewne niedługo zaczną przystępować do lęgu. Te ptaki potrafią składać jaja nawet na śniegu” – opowiada Kaługa.

Rychłą wiosnę zwiastuje ruch przy gniazdach. Do lęgu przystąpiły kruki, właściwie już siedzą na gniazdach. Już od połowy lutego, kiedy zrobiło się trochę cieplej, przy gniazdach zaczęły się pojawiać bieliki. Zdaniem ornitologa wciąż poprawiają gniazda, a czasami już na nich siedzą.

Na wschodzie Polski nie widać jeszcze masowo szpaków, ale pojawiają się pojedyncze doniesienia o ich śpiewie przy budkach, np. na Lubelszczyźnie. Informacje o ziębach przychodzą na razie z Wielkopolski.

Ptasie ożywienie widać też w miastach. „Ptaki śpiewają i są coraz bardziej aktywne. Już nie przylatują do karmnika. Modraszki i bogatki kręcą się przy budkach lęgowych, znoszą materiał. Na osiedlach słychać masowo mazurki. Kawki pilnują swoich otworów wentylacyjnych. Do lęgów przystąpiły miejskie gołębie” – wylicza Kaługa.

Powoli budzą się rośliny. Na wschodzie Polski pojawiły się przebiśniegi. Na zachodzie można spotkać połacie ranników.

Ekologia

Uczelnia zrealizuje projekt wspólnie z leśnikami i Białowieskim Parkiem Narodowym

3,3 mln zł na ochronę żubrów otrzyma w latach 2014-2016 SGGW w Warszawie; uczelnia zrealizuje projekt wspólnie z leśnikami i Białowieskim Parkiem Narodowym. Wniosek o środki na ten cel wysoko oceniono w Narodowym Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.
Rzecznik NFOŚiGW Witold Maziarz powiedział PAP, że projekt otrzymał 94 punkty na 100 możliwych, podczas gdy wystarczyło zdobyć ponad 60 punktów, by dotację dostać. Do połowy marca ukaże się lista formalnie potwierdzająca przyznanie dotacji.

Na projekt „Rozwój metapopulacji żubra w północno-wschodniej Polsce” Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie ma otrzymać 3,3 mln zł z tak zwanych funduszy norweskich. Wartość całego projektu, który uczelnia będzie realizować wspólnie z leśnikami i Białowieskim Parkiem Narodowym, to 3,8 mln zł.

Pieniądze pozwolą m.in. na kontynuację dotychczasowych działań w Puszczy Białowieskiej, gdzie kontraktowano łąki w celu zapewnienia siana żubrom. Rolnicy przygotowywali łąki, zbierali siano i zostawiali je żubrom na zimę. Pieniądze na ten cel pochodziły z UE w ramach programu „Ochrona in situ (w środowisku – PAP) żubra w Polsce – część północno-wschodnia”, który wraz z partnerami również realizuje SGGW.

Dokarmianie żubrów służy głównie temu, by zwierzęta chciały naturalnie wędrować między puszczami. Zapewnienie im pożywienia łagodzi również konflikty z rolnikami, bo żubry wyrządzają wówczas mniej szkód na polach.

W latach 2014-2016 na kontraktowanie łąk w okolicach Puszczy Białowieskiej ma być przeznaczonych ok. 480 tys. zł – poinformowała PAP prof. Wanda Olech z SGGW. Drugie tyle środków trafi na dokarmianie żubrów (np. zakup paszy). 12 tys. zł ma być również przeznaczonych na ogrodzenia, np. w formie pastuchów elektrycznych.

Ze wstępnych danych wynika, że pozyskane pieniądze pozwolą zakontraktować około 100-120 hektarów łąk. Za przygotowanie łąki, zebranie siana i zostawienie go na łące, by zimą mogły z niego korzystać żubry, rolnik miałby szansę otrzymać około 2,4 tys. zł za hektar. Prof. Wanda Olech mówi, że to nieco mniej niż płacono dotychczas, ale wynika to z możliwości finansowych.

Białowieskie stado żubrów – największe w północno-wschodniej Polsce – liczy 505 osobników. Jerzy Dackiewicz, kierownik ośrodka hodowli żubrów w Białowieskim Parku Narodowym powiedział PAP, że kontraktacja łąk o łącznej powierzchni ok. 100 ha powinna zaspokoić potrzeby białowieskiego stada żubrów. Zwraca jednak uwagę, że trudność polega na wyborze właściwych lokalizacji łąk, czyli tych miejsc, gdzie żubry rzeczywiście będą chciały przychodzić i tam żerować. Zdarza się bowiem, że tam, gdzie w jednym roku przychodziły, w kolejnym już nie chcą.

Za pozyskane pieniądze z funduszy norweskich rozpoczną się również przygotowania do osiedlenia w przyszłości żubrów w Puszczy Augustowskiej. Na razie w dwóch nadleśnictwach: Płaska i Augustów ma być przygotowywanych 14 ha łąk. Zanim zapadną jakiekolwiek decyzje ws. żubrów w Puszczy Augustowskiej, odbędzie się szereg spotkań i konsultacji, warsztatów na ten temat z lokalną społecznością. Przygotowania mają potrwać około dwóch lat – powiedziała prof. Olech. Dodała, że zgoda i akceptacja społeczna tego pomysłu jest warunkiem jego zrealizowania.

Znacznie szybciej, najprawdopodobniej jeszcze w 2014 r. ruszy zagroda aklimatyzacyjna dla żubrów w nadleśnictwie Żednia w Puszczy Knyszyńskiej. Żubry miałyby po aklimatyzacji trafiać na wolność. W Puszczy Knyszyńskiej bytuje obecnie ponad 100 żubrów.

Naukowcy chcą też kontynuować monitoring genetyczny i zdrowotny żubrów. Odbywać się również będą konferencje naukowe poświęcone zagadnieniom ochrony tych zwierząt.

Ekologia

Ptaki poradzą sobie nawet zimą bez dokarmiania

„Jeśli jednak chcemy im pomagać, róbmy to systematycznie, aby w czasie mrozów nie narażać ich na niepotrzebną utratę energii” – mówi PAP Antoni Marczewski z Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków (OTOP).

„Nie jest tak, że gdybyśmy nie dokarmiali ptaków, coś bardzo złego by się im stało. Ptaki żyły przecież i wtedy, zanim ludzie zaczęli myśleć o ich umyślnym dokarmianiu” – mówi Marczewski. Podkreśla jednocześnie, że jeśli już dokarmiamy, najważniejsza jest systematyczność. „Musimy pamiętać, że w ciągu zimy, kiedy są bardzo długie noce z niskimi temperaturami, ptaki wykorzystują całe swoje zapasy energetyczne, zgromadzone za dnia. Gdy budzą się rano, są wygłodzone i potrzebują energii. Wtedy będą się przemieszczać do takich miejsc, gdzie są pewne, że znajdą pokarm. Jeśli więc przystępujemy do zimowego dokarmiania – musimy pamiętać, żeby to robić systematycznie. Jeżeli obawiamy się, że z powodu jakichś obowiązków czy zaplanowanych, długich wyjazdów nie będziemy w stanie zagwarantować tej systematyczności – to lepiej nie zaczynać dokarmiania, niż przerywać je w najbardziej newralgicznym, trudnym dla ptaków okresie” – tłumaczy.

Pokarmy należy dostosować do gatunków odwiedzających karmnik. Najlepszy jest słonecznik, łuskany lub niełuskany. Po tym drugim ptaki zostawią nam łupiny i trzeba potem sprzątać. „Jeśli karmnik stoi na uboczu, zwykle nikomu nie wadzi. Jeśli dokarmiamy na balkonie – lepiej wcześniej uzgodnić to z sąsiadami” – sugeruje przedstawiciel OTOP.

Bardzo często dokarmiamy ptaki, głównie sikory, słoniną. Nie może być ona jednak solona ani wędzona. Należy tez pamiętać, aby słoninę zmieniać mniej więcej co dwa tygodnie i zdejmować ją podczas odwilży, inaczej szybko jełczeje i zamiast pomóc, może sikorom zaszkodzić.

„Czasami dostajemy od ludzi informacje, że dokarmiają wróble, mazurki i sikory, ale co jakiś czas do karmnika przylatuje krogulec – mały ptak drapieżny, i na inne ptaki poluje. Ludzie pytają, co z tym zrobić. Ja mówię: nic nie robić. Jeżeli dokarmiamy ptaki – pamiętajmy, że dokarmiamy je wszystkie, a krogulec nie jest w żaden sposób gorszy. On też korzysta z dokarmiania, choć w pośredni sposób. Natomiast na pewno nie należy mu tego za bardzo ułatwiać, stawiając karmnik w pobliżu werandy” – tłumaczy Antoni Marczewski. Wyjaśnia, że krogulec poluje z zaskoczenia, np. wyłaniając się zza siatki, a wtedy bywalcy karmnika uciekają na wszystkie strony. Na ich drodze ucieczki nie mogą się wtedy znajdować przeszkolone powierzchnie, bo ptaki ryzykują zderzeniem i krogulec ma ułatwione zadanie.

Zdaniem przedstawiciela OTOP obserwacje ptaków przy karmniku są „lepsze od oglądania filmów przyrodniczych”. „Tu jesteśmy naocznymi świadkami różnych scen, możemy obserwować interakcje między gatunkami – obserwować, które z nich są bardziej agresywne, dominujące, a które czekają na swoją kolej, żeby się najeść. Na pewno jest to czynność o bardzo dużym wymiarze edukacyjnym i rozrywkowym. Poznajemy w ten sposób ptaki, wiele osób zaczyna w ten sposób swoją poważniejszą przygodę z ptakami. Stajemy się też wrażliwsi na ich potrzeby poza tym sezonem jesienno-zimowym” – mówi.

O ptakach warto pamiętać już od późnej jesieni. Chociaż mogą jeszcze wówczas samodzielnie znajdować sporo pokarmu, zaczną się przyzwyczajać do miejsca, w którym będą mogły znaleźć pożywienie, gdy nadejdą mrozy i śniegi. Na początku do karmnika sypiemy małą ilość karmy, z czasem dajemy jej coraz więcej. Kiedy dokarmianie zakończyć? Najlepiej późnym przedwiośniem, kiedy robi się cieplej, ale naturalnego pokarmu wciąż jest niewiele. Ilość wykładanego pokarmu należy zmniejszać również stopniowo, przyzwyczajając ptaki do tego, że trzeba zacząć szukać pokarmu naturalnego.

Ekologia

Nasienie blisko 20 gatunków przechowują naukowcy w banku nasienia ryb

Nasienie blisko 20 gatunków przechowują naukowcy w banku nasienia ryb, prowadzonym przez Instytut Rozrodu Zwierząt i Badań Żywności PAN w Olsztynie. Zbiory umożliwiają zabezpieczenie gatunków na wypadek epidemii, a naukowcom pozwalają np. monitorować zmiany zachodzące w środowisku.

„Przedsięwzięcie jest wyjątkowe. W Polsce działają różnego rodzaju banki genów zwierząt i roślin, ale nie było dotąd pomysłu, aby utworzyć bank genów ryb. Polska w tej dziedzinie raczkuje, podczas gdy na świecie banki genów ryb działają już od dawna” – mówi PAP dr Grzegorz Dietrich z Instytutu Rozrodu Zwierząt i Badań Żywności Polskiej Akademii Nauk.

Szeroko zakrojone projekty banków nasienia ryb w USA i Kanadzie ukierunkowane są na ochronę lokalnych populacji łososi pacyficznych. „Norweski bank nasienia łososia atlantyckiego zawiera 6500 indywidualnych prób nasienia pozyskanych od 169 populacji. Banki nasienia organizowane są także w innych krajach, m.in. w Indiach, Tajwanie i Rosji” – informuje dr Dietrich.

Ponieważ zamrożenie ikry ryb na razie nie jest możliwe, to w banku znajduje się jedynie nasienie około 20 gatunków ryb hodowlanych (np. pstrąga tęczowego czy jesiotra syberyjskiego) oraz dziko żyjących (np. siei, łososia, troci wędrownej). Jest ono zamrażane i przechowywane w niskich temperaturach. Najczęściej do kriokonserwacji wykorzystuje się temperaturę ciekłego azotu (-196 st. C). Teoretycznie żywotność materiału biologicznego przechowywanego w takiej temperaturze powinna być utrzymana przez przynajmniej 3 tys. lat.

„Banki genów, dzięki metodom kriokonserwacji w ciekłym azocie, pozwalają na zgromadzenie w jednym miejscu zamrożonych komórek wielu osobników. Stanowią także swoisty +pas bezpieczeństwa+ na wypadek zwierzęcej epidemii, wyginięcia jakiejś populacji, np. wskutek zanieczyszczenia rzeki czy wyschnięcia zbiornika” – wyjaśnia rozmówca PAP. Wprawdzie naukowcy nie mogą korzystać z ikry, ale – jak tłumaczy dr Dietrich – w przypadku ryb mogą oni odtworzyć gatunek, dysponując jedynie kriokonserwowanym nasieniem. Potrzebna jest jednak ikra gatunku spokrewnionego.

„Ponieważ pojedyncza komórka zazwyczaj zawiera kompletną informację genetyczną, właściwą dla jednego osobnika, można uznać, że bez względu na dalsze losy organizmu, jego genom będzie trwał przez co najmniej klika tysięcy lat” – tłumaczy dr Dietrich.

Dla naukowców takie zbiory to również wyjątkowy materiał do badań i eksperymentów. Bank działa w ramach Pracowni Biotechnik i Biotechnologii Rozrodu, która wyposażona jest w aparaturę badawczą służącą do oceny jakości komórek rozrodczych i ich konserwacji w różnych temperaturach.

„Cały czas jesteśmy w kontakcie z hodowcami, którzy definiują nam swoje potrzeby. Uczestniczyliśmy w programie zabezpieczenia puli genetycznej siei łebskiej z Jeziora Łebsko. Uczestniczymy w zabezpieczeniu populacji pstrąga tęczowego. W Parku Dzikich Zwierząt w Kadzidłowie rekonstruowaliśmy nasienie cietrzewia i głuszca” – opisuje dr Grzegorz Dietrich. „Gatunki zamrożone wiele lat temu możemy porównywać z aktualnymi, dzięki czemu monitorujemy m.in. zmiany zachodzące w środowisku. Jest to dla nas fascynujący materiał do eksperymentów” – przyznaje.

Ekologia

Ornitolodzy zapraszają wszystkich do wspólnego liczenia i pomagania ptakom zimującym obok nas.

Powrót klasycznej zimy zbiega się z jubileuszowym 10. Zimowym Ptakoliczeniem, do którego w ostatni weekend stycznia zaprasza Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków (OTOP). Ornitolodzy zapraszają wszystkich do wspólnego liczenia i pomagania ptakom zimującym obok nas.

Podczas ptakoliczenia, które przypadnie 25 i 26 stycznia, wystarczy przez godzinę obserwować ptaki: przez okno, przy karmniku, na podwórku, w parku lub innym miejscu w swojej miejscowości. Wyniki należy przesłać za pomocą formularza, który od 24 stycznia dostępny będzie na stronie: https://activeforms.com/otop_polska/eko_zp2014

Grupy szkolne mogą prowadzić obserwacje już 24 stycznia, w piątek.

Cała akcja ptakoliczenia jest wzorowana na brytyjskim Big Garden Birdwatch, gromadzącej co roku setki tysięcy Brytyjczyków. „W Polsce podglądanie ptaków nie jest jeszcze tak popularne jak na zachodzie Europy, ale widzimy, że zainteresowanie tą grupą zwierząt rośnie. W ubiegłym roku razem z nami liczyło 2700 osób w całej Polsce, dzięki którym naliczyliśmy 230 tys. osobników ze 117 gatunków” – mówi koordynator akcji Antoni Marczewski.

Ornitolodzy podkreślają, że powrót śnieżnej i mroźnej zimy sprzyja liczeniu, ponieważ ptaki poszukujące pokarmu szczególnie chętnie zbliżają się do ludzi, zwłaszcza jeśli ci w karmniku przygotują dla nich pełnowartościowe pożywienie, takie jak nasiona słonecznika, drobnych zbóż, a dla drozdów – kawałki jabłek. „Większość gatunków odwiedzających karmniki pewnie poradziłaby sobie bez naszej pomocy, ale ich podpatrywanie przy żerowaniu to dla bardzo wielu osób ogromna przyjemność i spora dawka edukacji. Musimy tylko pamiętać, żeby dokarmiać właściwym pokarmem i pamiętać o systematyczności” – podkreśla Marczewski.

Licząc przy karmniku należy pamiętać, żeby na karcie obserwacji zaznaczyć maksymalną liczbę osobników z danego gatunku widzianą jednocześnie, aby uniknąć wielokrotnego dopisywania tych samych ptaków.

Organizatorzy zwracają uwagę, że akcja nie pozwala na poznanie dokładnej liczby zimujących w Polsce ptaków, ale pozwala śledzić pewne trendy. Np. z roku na rok dalsze miejsce w rankingu najliczniejszych gatunków zajmuje wróbel (który zajmował miejsce 1. w 2009, a piąte – w 2013). Za to np. pozycja kawek nie ulega większym zmianom. „Sytuacja takich ptaków jak np. wróbel w dużej mierze zależy od dostępności odpowiednich miejsc lęgowych, których w miastach wyraźnie ubywa. Kawki, podobnie jak wróble, zamieszkują otwory w budynkach, ale trzeba pamiętać, że wiele zimujących w Polsce kawek to osobniki z północnej i wschodniej Europy, a nie ptaki z krajowej populacji lęgowej” – informuje koordynator akcji.

Udział w Zimowym Ptakoliczeniu może wziąć każdy, niezależnie od poziomu wiedzy przyrodniczej. W całym kraju odbędą się również wycieczki organizowane przez wolontariuszy OTOP, którzy chętnie podzielą się swoją wiedzą. Wyniki tegorocznej akcji poznamy w drugiej połowie lutego, po przeanalizowaniu nadesłanych danych.