Zdrowie

Zdrowie

Ruszyła kampania społeczna o życiu z chorobą Fabryego

Choroba Fabry’ego jest jedną z około 6 tysięcy rzadkich chorób, które w Polsce dotyczyć mogą nawet dwóch milionów ludzi. „Mówiąc o chorobie Fabry’ego, zwracamy uwagę także na uniwersalne problemy, z jakimi zmagają się osoby z chorobami rzadkimi. Poczucie izolacji i brak zrozumienia to codzienność polskich pacjentów. Wspólnie chcemy to zmieniać”– zaznacza Mirosław Zieliński, prezes Krajowego Forum na Rzecz Terapii Chorób Rzadkich, patrona kampanii.

W Polsce z chorobą Fabry’ego żyje około 50 osób. To choroba, której nie widać, dlatego tak trudno jest o niej mówić. Klimat obawy, dyskomfortu i izolacji tworzy ciszę, która uniemożliwia zrozumienie osób żyjących z tak rzadkimi chorobami. Kampania „Kim jest Fabry?” ma to zmienić.

„Kim jest Fabry?” to kontynuacja zainaugurowanej w zeszłym roku kampanii społecznej „Gdzie jest Fabry?”. Jej celem jest zwrócenie uwagi na rzadką i ciągle mało znaną chorobę Fabry’ego.
„Chcemy pokazać, jak wygląda życie osób z chorobą Fabry’ego i wywołać dyskusję na ten temat. W tym roku we współpracy z Tomaszem Saprykiem przygotowaliśmy  krótki film, który jest próbą odpowiedzi na pytanie „Kim jest Fabry?” – mówi Roman Michalik, prezes Stowarzyszenia Rodzin z Chorobą Fabry’ego, organizatora kampanii. „Poprzez film postanowiliśmy opowiedzieć o swoim życiu z chorobą i dać społeczeństwu możliwość poznania nas oraz choroby Fabry’ego. Świadomość ma ogromne znaczenie, bo dzięki niej wiemy, że nie jesteśmy osamotni”.
Niemy happening
Drugą część kampanii społecznej pod hasłem „Kim jest Fabry?” rozpoczął niemy happening. 25 kwietnia, czyli w Światowy Dzień DNA. Tuż przed południem na ulice Warszawy wyruszyli aktorzy i wolontariusze z zaklejonymi taśmą ustami. To symbol osób dotkniętych chorobą Fabry’ego, które żyją w milczeniu i do tej pory niewiele mówiły o swoim życiu. Aktorzy rozdali
przechodniom ulotki, które będą zachęcają do poznania odpowiedzi na pytanie „Kim jest Fabry?”. Odpowiedzią jest film, który ma dziś swoją premierę. Głównym bohaterem filmu jest Fabrycy. Wycofany, skryty mężczyzna, stojący na uboczu. On również ma zaklejone taśmą usta. W rolę głównego bohatera wcielił się Tomasz Sapryk.

Niewidoczna choroba
Choroba Fabry’ego jest spowodowana brakiem enzymu-a-galaktozydazy, który odpowiedzialny jest za przemianę materii. Sprawia to, że w organizmie osób chorych cały czas gromadzą się szkodliwe produkty metabolizmu, które coraz bardziej uszkadzają narządy wewnętrzne: serce, nerki i mózg. Pierwsze objawy choroby Fabry’ego pojawiają się w dzieciństwie. Są nimi najczęściej piekące, napadowe bóle rąk i stóp oraz zaburzenia wydzielania potu prowadzące do upośledzonej termoregulacji. Kilka lat później pojawiają się charakterystyczne zmiany skórne oraz objawy ze strony przewodu pokarmowego. Chorobę najczęściej rozpoznaje się około trzeciej dekady życia, kiedy zaburzona zostaje praca serca oraz nerek.  Średnia długość życia mężczyzn wynosi 45–50 lat.

Niewidoczni ludzie
Około 50 osób w Polsce od 10 lat bezskutecznie walczy o ratujące życie leczenie.  Jedynie chorzy w najcięższym stanie oraz zakwalifikowani do nadań klinicznych otrzymują leczenie charytatywne. Pozostali przyjmują jedynie leki łagodzące objawy, w tym silne środki przeciwbólowe.
„Mimo istnienia zastępczej terapii enzymatycznej, która powstrzymuje rozwój choroby i pozwala uniknąć powikłań zagrażających życiu, wielu polskich pacjentów pozbawionych jest leczenia. We wszystkich krajach Unii Europejskiej osoby dotknięte chorobą Fabry’ego otrzymują skuteczne i refundowane leczenie. Wydaje się, że jedynie w Polsce nasze prawo do życia jest zbyt drogie, by uwzględnił je system opieki zdrowotnej” – tłumaczy Roman Michalik.

3 kwietnia Minister Zdrowia odmówił leczenia choroby Fabry’ego. „W kwietniu, czyli miesiącu budowania świadomości o chorobie Fabry’ego, musimy zacząć głośno mówić jak wygląda sytuacja osób z chorobą Fabry’ego w Polsce” – powiedział Roman Michalik.

Stowarzyszenie Rodzin z Chorobą Fabry’ego
Stowarzyszenie Rodzin z Chorobą Fabry’ego skupia chorych, ich rodziny oraz wszystkich, którym na sercu leży pomoc pacjentom z tym rzadkim i ciężkim schorzeniem. Obecnie do naszego Stowarzyszenia należy ponad 40 osób. www.fabry.org.pl

Krajowe Forum na Rzecz Terapii Chorób Rzadkich
Organizacja parasolowa skupiająca stowarzyszenia osób z chorobami rzadkimi i ich rodziny. Patron kampanii „Kim jest Fabry?” oraz inicjator kampanii Rzadkie Choroby są Częste i organizator Dnia Chorób Rzadkich.

Zdrowie

Mały kleszcz – duże zagrożenie, czyli jak bezpiecznie spędzać czas na świeżym powietrzu

Kleszcze to małe pajęczaki, które czyhają na swoje ofiary w liściach drzew, krzewów i źdźbłach trawy. Najwięcej ich znajduje się w lesie, co nie oznacza, że żyją tylko tam. W dużych miastach kontakt z nimi możemy mieć na przykład w parkach i na skwerach. Lubią ciepło i wysoką temperaturę, natomiast są groźne nie tylko latem. Jeśli klimat sprzyja, polować zaczynają już wczesną wiosną, a kończą jesienią.

Weekend majowy to doskonała okazja, by spędzić trochę czasu na świeżym powietrzu. Wyjazd za miasto czy mile spędzone popołudnie ze znajomymi w parku, to tylko dwie z wielu możliwości. Bez względu na to, jaką formę rekreacji wybierzemy, warto zachować ostrożność. Łagodna zima spowodowała, że w tym roku można spodziewać się plagi kleszczy.

Statystyki pokazują, że ilość kleszczy z roku na rok, globalnie się zwiększa.Przyczyną mogą być łagodne zimy wynikające ze zmian klimatycznych. Jednak te założenia podajew wątpliwość Jan Bondar, rzecznik prasowy Głównego Inspektoratu Sanitarnego „[…] tak naprawdę nikt nie wie, czy kleszczy jest więcej, czy więcej się o nich mówi”. Natomiast faktem jest, że „[…] co roku notuje się w Polsce około 9000 nowych przypadków boreliozy. To najczęstsza choroba przenoszona przez kleszcze” – dodaje Jan Bondar.

Borelioza jest chorobą zakaźną wywoływaną przez bakterie, które przenoszą kleszcze. Tak to wygląda w dużym uproszczeniu – taka jest wiedza przeciętnego Polaka o tym zagrożeniu. I choć jako społeczeństwo dużo wiemy o chorobach i wirusach – nie zdajemy sobie sprawy, że borelioza może doprowadzić do wielu powikłań mózgowych, sercowych czy stawowych.

Wracając jednak do rzeczy najważniejszej, czyli ewentualnego ataku, warto przyswoić sobie kilka rad, które pomogą w zdiagnozowaniu realnego zagrożenia. Jak podkreśla dr n. med. Grzegorz Juszczyk, Dyrektor Działu Profilaktyki Korporacyjnej Grupy LUX MED „Kleszcze są bardzo małe, dlatego przy oglądaniu swojego ciała po powrocie z lasu lub parku możemy przeoczyć ich ukąszenia. Posiadają one mechanizm obronny polegający na wydzieleniu specjalnego środka znieczulającego – w wyniku jego działania nie czujemy ukłucia”.

Jak w takim razie poznamy, że zostaliśmy zaatakowani przez kleszcza? „[…]Powinniśmy zwrócić uwagę na gorsze samopoczucie. To są objawy bardzo podobne do przeziębienia lub grypy. Z tego powodu tak wiele osób nie reaguje na pierwsze oznaki. Objaw, który występuje u 30-50% osób zarażonych boreliozą to rumień, czyli zaczerwienienie wokół miejsca ukąszenia. Standardowo ma on powyżej 5 centymetrów, jednak nie każda osoba zainfekowana wytwarza taką reakcję układów odpornościowych” – dodaje dr n. med. Grzegorz Juszczyk.

Jak w przypadku każdego zagrożenia, najważniejsza jest profilaktyka. Jeśli rozsądnie podejdziemy do kwestii ochrony swojego ciała przed atakami kleszczy – będziemy bezpieczni. „[…] Korzystajmy z lasu, korzystajmy ze świeżego powietrza, ale pamiętajmy o podstawowych zasadach bezpieczeństwa jak: ubiór, stosowanie środków odstraszających, obejrzenie ciała po powrocie do domu i ewentualne usunięcie kleszcza w przypadku ukąszenia. Jeśli złapiemy kleszcza, to nie jest powód do paniki. Trzeba go jak najszybciej całego usunąć. Ważne, by nic nie zostało w naszym ciele” – uważa Jan Bondar.

Wielu ludzi zwyczajnie boi się widoku kleszcza na swoim ciele. Jednak Grzegorz Juszczyk uspokaja „[…] nie jest potrzebna żadna fachowa wiedza medyczna do jego usunięcia. Wystarczy pęseta. Nie wykręcamy, nie przypalamy i nie przyciskamy. Należy chwycić i stanowczym ruchem wyciągnąć go do góry”.

Kleszcze są i zagrożenie boreliozą również. Nie oznacza to jednak, że trzeba żyć w strachu, bać się przyrody i przestać wychodzić z domu. Przed nami najpiękniejsza pora roku i warto spędzać jak najwięcej czasu na świeżym powietrzu. Wystarczy trochę rozwagi, a problem z kleszczami nie będzie nas dotyczył.

inf.prasowa netpr.pl

Zdrowie

Akademicka Koalicja na Rzecz Walki z Rakiem Szyjki Macicy

Ułatwienie kobietom ze społeczności akademickiej wykonania bezpłatnego badania cytologicznego i zwiększenie świadomości jego znaczenia – to cel zawiązanej właśnie przez uczelnie w woj. śląskim Akademickiej Koalicji na Rzecz Walki z Rakiem Szyjki Macicy.

Symbolem inauguracji kampanii stało się podświetlenie hali katowickiego Spodka na kolor fioletowy.

„To jeden z elementów misji uniwersytetu nowoczesnego, otwartego, wychodzącego z przysłowiowej wieży z kości słoniowej, który traktujemy jako wyraz naszej społecznej odpowiedzialności” – powiedział podczas poniedziałkowej konferencji prasowej w Katowicach rektor Uniwersytetu Śląskiego prof. Wiesław Banyś.

Jak podkreślił inicjator przedsięwzięcia, poseł i lekarz ginekolog Jerzy Ziętek, wpisuje się ono w działania Śląskiej Koalicji na Rzecz Walki z Rakiem Szyjki Macicy.

„Naszym celem jest zmniejszenie śmiertelności do 2020 r. o 50 proc. Chodzi o to, żeby wykrywać problem we wczesnych stadiach, kiedy możliwe jest nawet leczenie z zachowaniem rodności kobiety. Żadna kobieta nie musi i nie może umierać z powodu raka szyjki macicy. Udało się to osiągnąć w krajach skandynawskich” – podkreślił Ziętek.

W ramach akcji profilaktycznej każda z pracownic, a także studentki oraz żony czy partnerki pracowników Uniwersytetu Śląskiego będą mogły bezpłatnie wykonać badanie cytologiczne w wyznaczonej przychodni. Projekt wpisuje się w program badań populacyjnych, finansowanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia.

Badania można zrobić w każdy wtorek i czwartek kwietnia od godz. 9 do 15. „Ułatwiamy paniom w ten sposób włączenie badania do swojego planu zajęć” – zaznaczył Ziętek.

Memorandum w celu propagowania w środowisku akademickim profilaktyki raka szyjki macicy przyjęła Regionalna Konferencja Rektorów Uczelni Akademickich, reprezentująca 15 wyższych uczelni w regionie.

W akcję włączają się również szkoły średnie, w których odbywają się zajęcia edukacyjne i debaty. „Debata i wykład odbędą się u nas 29 kwietnia. Początkowo zaprosiłam tylko dziewczęta, ale chłopcy spytali: dlaczego my nie? Pomyślałam, że popełniłam nietakt i chłopcy oczywiście też będą. Chodzi przecież o kształtowanie świadomych, odpowiedzialnych postaw również u mężczyzn, którzy powinni się troszczyć o swoje partnerki” – powiedziała dyrektor IV Liceum Ogólnokształcącego im. gen. St. Maczka w Katowicach Katarzyna Ziemiec.

W Polsce raka szyjki macicy diagnozuje się rocznie u 4 tys. kobiet; połowa z nich umiera.

Zdrowie

Hybrydowy stent szyjny

Hybrydowy stent szyjny, który pozwala skuteczniej stabilizować blaszkę miażdżycową w miejscu wszczepienia, a dzięki swojej giętkości może być stosowany w przypadku skomplikowanych zmian w tętnicy szyjnej, opracowali polscy specjaliści.

Stent to niewielka sprężynka, umieszczana wewnątrz naczynia krwionośnego, zwężonego lub zamkniętego przez zmiany miażdżycowe.

„Ten rodzaj stentu lepiej dostosowuje się kształtem do typu zmiany, co ułatwia leczenie skomplikowanych przypadków. Lepiej też stabilizuje blaszkę miażdżycową, ograniczając ryzyko zatoru i udaru mózgu. Pozwala więc skuteczniej leczyć” – wyjaśnił prof. Paweł Buszman z Polsko-Amerykańskich Klinik Serca, który przeprowadził w Ustroniu (Śląskie) pierwszy zabieg wszczepienia nowego stentu u pacjenta z zaawansowaną chorobą serca i naczyń.

Pacjentem był 67-letni mężczyzna z obustronnym zwężeniem tętnic szyjnych, obciążony współistniejącymi schorzeniami sercowymi, zakwalifikowany do leczenia kardiochirurgicznego w postaci wymiany zastawki aortalnej i bypassow wieńcowych. Próba złożonego leczenia kardiochirurgicznego u takiego chorego, bez wcześniejszego poszerzenia tętnicy szyjnej, wiązałaby się jednak z bardzo wysokim ryzykiem śródoperacyjnego udaru mózgu. Zabieg stentowania tętnicy szyjnej pozwoli w niedalekiej przyszłości, prawdopodobnie w perspektywie około 6 tygodni, bezpieczniej przeprowadzić leczenie kardiochirurgiczne u tego chorego.

Hybrydowe stenty szyjne wcześniej przeszły fazę badań przedklinicznych pod kierownictwem doc. Krzysztofa Milewskiego i dr. Piotra Buszmana w Centrum Badawczo-Rozwojowym Polsko-Amerykańskich Klinik Serca w Kostkowicach oraz fazę badań klinicznych pod kierownictwem dr. Przemysława Nowakowskiego w Małopolskim Centrum Sercowo-Naczyniowym PAKS w Chrzanowie. Zabiegi na każdym etapie wykazały dobrą skuteczność terapeutyczną u wszystkich chorych.

Stent uzyskał już europejską rejestrację i został oficjalnie wprowadzony do obrotu w Polsce i całej Unii Europejskiej. Według prof. Buszmana jego cena będzie niższa od stosowanych dotąd w polskiej służbie zdrowia stentów zagranicznych.

Zdrowie

Pijawki wciąż świadczą chorym nieocenione usługi

Komplikacje po replantacjach utraconych wcześniej kończyn, zapalenie stawów, chirurgia rekonstrukcyjna – to obszary medycyny, w których pijawki wciąż świadczą chorym nieocenione usługi. Mimo to te pasożyty nie są powszechnie stosowane w polskich szpitalach.

Od ponad 10 lat pijawki stosują lekarze w specjalizującym się w replantacjach kończyn i mikrochirurgii Szpitalu św. Jadwigi Śląskiej w Trzebnicy (Dolnośląskie). Rocznie placówka zużywa ok. 300 pijawek.

„Oczywiście stosujemy je tylko u tych pacjentów, którzy wymagają takiej terapii. Po pijawki sięgamy przede wszystkim w przypadkach dynamicznie postępującej zakrzepicy naczyniowej i obrzęku tkanek po zabiegach replantacji, pomimo stosowania leków. Przy okazji odkryliśmy wiele innych schorzeń, które pomagają leczyć – jak zespoły algodystrofii czy zapalenia stanów towarzyszące osteoartrozie” – powiedział PAP chirurg i prezes Polskiego Towarzystwa Hirudologicznego, który dokonał m.in. pierwszej w Europie replantacji palców u 5-latka, dr Maciej Paruzel.

„Pijawki okazały się też niezastąpione również w chirurgii rekonstrukcyjnej, gdzie płaty skórne są zagrożone procesem niedokrwiennym i martwiczym z powodu zakrzepicy, a leki nie mogą dopłynąć z krwią do miejsc zagrożonych. Generalnie szpitalne wskazania do terapii pijawkami dotyczą chorych po zabiegach mikrochirurgicznych, w chirurgii ręki, chirurgii rekonstrukcyjnej i plastycznej czy onkologicznej” – dodał.

Jak zapewnia dr Paruzel, pacjenci rzadko mają obawy związane z przystawieniem pijawek i bardzo dobrze tolerują terapię. „Wystarczy porozmawiać i wytłumaczyć, po co to robimy i zawsze jest akceptacja. Zresztą stojąc przed dylematem: mieć lub nie mieć ręki lub palców, każdy by się zgodził” – zaznaczył.

Pijawki można też stosować w warunkach ambulatoryjnych. „Czasami efekty takiej terapii są szokujące. Obniżenie poziomu cholesterolu, normalizacja ciśnienia tętniczego, ograniczenie bólu migrenowego głowy czy szumu w uszach to tylko niektóre przykłady. Istnieje ogromna liczba chorób, w których pijawki lekarskie przyniosły pozytywny efekt. Nie można jednak stworzyć jednolitej listy wskazań, bo każda sytuacja wymaga uwzględnienia schorzeń towarzyszących, zażywanych leków, stanu chorego” – mówił dr Paruzel.

Najlepsze efekty terapeutyczne stosowania pijawek stwierdzono w chorobach o podłożu zapalnym, bólowym i zakrzepowym. Nie stosuje się ich natomiast u chorych ze skazą krwotoczną, niedoborami immunologicznymi, zażywających leki przeciwzakrzepowe, z ciężkimi uszkodzeniami narządów wewnętrznych lub ze stwierdzonymi zaburzeniami w gojeniu ran. Z zasady nie robi się też zabiegów kobietom w ciąży i małym dzieciom.

Zdaniem prezesa Polskiego Towarzystwa Hirudologicznego, stosowanie pijawek w polskich szpitalach to wciąż margines, chociaż w ostatnich latach coraz więcej oddziałów zajmujących się chirurgią rekonstrukcyjną, plastyczną, chirurgią ręki, mikrochirurgią czy chirurgią onkologiczną stosuje je jako formę terapii uzupełniającej klasyczne procedury lecznicze. Taka tendencja jest widoczna na całym świecie od lat 70. ubiegłego wieku.

Jak poinformował dr Paruzel, hirudoterapia należy do procedur medycznych wg Międzynarodowego Spisu Procedur ICD-9. Mimo to z rozliczaniem jej przez Narodowy Fundusz Zdrowia bywa różnie. „Są miejsca w Polsce, gdzie NFZ zapłacił za terapię pijawkami w szpitalach, w większości przypadków nie jest to jednak terapia refundowana. Może to się zmieni w przyszłości. W niektórych państwach płaci się za nią ze środków publicznych – tak jest np. w Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych czy w Rosji” – wyliczał.

W Polsce terapię pijawkami prowadzi też wiele osób, które nie są lekarzami. Według dr. Paruzela standardem powinna być jednak ich współpraca z lekarzem. „W takim modelu hirudoterapia nie musi być elementem polskiego podziemia terapeutycznego, łączonego z wróżbiarstwem, szamanizmem i innymi metodami pseudoterapii” – zaznaczył.

Pijawki do terapii muszą pochodzić z legalnej hodowli laboratoryjnej, będącej pod kontrolą weterynaryjną, których źródło pochodzenia jest udokumentowane stosownym certyfikatem. Pijawki niewiadomego pochodzenia, zwykle pozyskane z natury, mogą przenosić groźne dla człowieka drobnoustroje.

Zdrowie

Poszukiwania przyczyn chorób neurodegeneracyjnych

Poszukiwania przyczyn chorób neurodegeneracyjnych, zwłaszcza Alzheimera, rozpoczęli naukowcy z Pracowni Badań Przedklinicznych Instytutu Nenckiego. Zrozumienie mechanizmów powstawania tych chorób pozwoli wcześniej je wykrywać i przygotowywać skuteczne leki.

Pracownia, o unikalnym w skali Europy charakterze, jest ostatnim z pięciu nowych laboratoriów środowiskowych Centrum Neurobiologii Instytutu Nenckiego. Inwestycja ta, warta 52 mln zł, jest realizowana w ramach europejskiego projektu kluczowego budowy Centrum Badań Przedklinicznych i Technologii (CePT).

Pracujący w laboratorium naukowcy powadzą badania podstawowe służące zrozumieniu molekularnych mechanizmów odpowiedzialnych za choroby neurodegeneracyjne. Ich celem jest m.in. opracowanie metod wykrywania sygnałów biochemicznych świadczących o bardzo wczesnych stadiach rozwoju tych chorób. Zrozumienie kluczowych czynników odpowiedzialnych za neurodegenerację pozwoli w przyszłości nie tylko wcześniej wykrywać związane z nią choroby, ale umożliwi również przygotowanie skutecznych leków.

W najbliższych latach uwaga naukowców z Pracowni Badań Przedklinicznych Centrum Neurobiologii Instytutu Nenckiego będzie się koncentrowała przede wszystkim na chorobie Alzheimera. Choroba ta dotyka 3 proc. osób po 70. roku życia i 10 proc. po 80. roku życia, ale po 90. roku życia cierpi na nią aż połowa populacji.

„Wraz z wydłużaniem się życia choroby neurodegeneracyjne stają się coraz większym problemem. Nie tylko dla chorych, ale też dla całego społeczeństwa. Obecnie choroba Alzheimera znajduje się na trzeciej pozycji pod względem kosztów leczenia, które globalnie są wyceniane na 600 miliardów dolarów rocznie. A my wciąż nie mamy ani dobrych metod jej bardzo wczesnej diagnostyki, ani w pełni skutecznych terapii” – mówi prof. Urszula Wojda z Instytutu Nenckiego.

W chorobie Alzheimera dochodzi do uszkodzeń połączeń między synapsami w mózgu i stopniowego, wieloletniego wymierania neuronów. Postępująca degeneracja neuronów mózgu, zwłaszcza w obszarze hipokampa i kory mózgowej, skutkuje zaburzeniami pamięci i osobowości, a z czasem zanikiem funkcji poznawczych. Choroba prawdopodobnie zaczyna się nawet 20 lat przed wystąpieniem pierwszych objawów i gdy chory zaczyna dostrzegać jej symptomy, najczęściej doszło już do utraty wielu neuronów.

Jak informują specjaliści z Instytutu Nenckiego, na zdjęciach mikroskopowych mózgu osób z chorobą Alzheimera widać charakterystyczne złogi białka znanego jako amyloid beta. Zmiany te traktowano dotychczas jako możliwą główną przyczynę choroby. Na całym świecie naukowcy szukali substancji pozwalających skutecznie zwalczać amyloid. Jednak najnowsze leki, opracowane zgodnie z tą koncepcją, wykazują nikłą skuteczność, wywołują za to poważne efekty uboczne. W tej sytuacji coraz bardziej prawdopodobna staje się hipoteza, że złogi i agregaty białkowe to tylko efekt, a nie przyczyna choroby.

„Podczas wypadku samochodowego uruchamiają się poduszki powietrzne. Gdybyśmy badali same wraki zauważylibyśmy, że w każdym pojeździe są otwarte poduszki. Stąd tylko krok do dobrze udokumentowanego wniosku, że przyczyną wypadków są poduszki powietrzne. Lecz przecież wiemy, że to tylko skutek! Podobna sytuacja może występować ze złogami białkowymi – mogą być tylko efektem innego, jeszcze nam nieznanego procesu. Jeśli tak jest, warto podjąć poszukiwania innych mechanizmów mogących wywoływać chorobę Alzheimera” – wyjaśnia prof. Wojda.

W poszukiwaniu przyczyn choroby Alzheimera naukowcy z nowej pracowni Centrum Neurobiologii koncentrują się obecnie na badaniu limfocytów – komórek układu odpornościowego – pobieranych od pacjentów. Jednym z głównych celów jest ustalenie, czy choroba Alzheimera ma charakter choroby systemowej, w której dochodzi do zaburzenia mechanizmu podziału komórek. W tym ujęciu zmiany w mózgu byłyby jedynie najbardziej widocznym efektem choroby całego organizmu. Gdyby hipoteza ta została pozytywnie zweryfikowana, limfocyty można byłoby prawdopodobnie wykorzystać do wczesnej diagnostyki.

Pracownia Badań Przedklinicznych Centrum Neurobiologii ma charakter środowiskowy, co oznacza, że może przeprowadzać testy przedkliniczne dla innych ośrodków naukowych i firm. Wyposażenie Pracowni, w tym m.in. analizatory komórek najnowszej generacji, umożliwia realizowanie badań nad mechanizmami działania, aktywnością i bezpieczeństwem różnych substancji w hodowlach neuronów mysich, szczurzych i ludzkich oraz ludzkich komórek krwi, a także w zwierzęcych i ludzkich nowotworowych liniach komórkowych.

Zdrowie

Polacy nadal lekceważą grypę

W sezonie 2013/2014 zanotowano ponad 2 mln zachorowań i podejrzeń zachorowań na grypę, mniej niż rok wcześniej – poinformowano w czwartek na konferencji Flu Meeting 2014 w Warszawie. Polacy nadal lekceważą grypę – alarmowali specjaliści.

W sezonie 2013/2014 grypa była nieco mniej groźna. Zanotowano ponad 2 mln zachorowań i podejrzeń zachorowań na grypę, czyli o 900 tys. mniej niż w sezonie grypowym 2012/2013, gdy zarejestrowano 2,9 mln takich przypadków – poinformował dziekan Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Łódzkiego prof. Adam Antczak.

Mniej było również zgonów i hospitalizacji. Od września 2013 r. do końca marca 2014 r. prawie 7 tys. osób z powodu grypy przebywało w szpitalu, a 15 zmarło. Rok wcześniej w sezonie 2012/2013 z powodu grypy było hospitalizowanych 13 tys. chorych, a 119 zmarło.

Dr hab. Aneta Nitsch-Osuch z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego podkreśliła, że zgonów można byłoby uniknąć, gdyby więcej osób w Polsce szczepiło się przeciwko grypie. Przygotowane szczepionki dobrze chroniły przed szczepami wirusów grypy, który w naszym kraju krążyły w ostatnim sezonie.

Dodała, że faktyczna liczba zgonów z powodu grypy jest większa, niż wskazują na to oficjalne statystki, gdyż nawet w szpitalu trudno jest jednoznacznie skojarzyć niektóre schorzenia z przebytą wcześniej grypą, która może doprowadzać do wielu powikłań, szczególnie krążeniowo-oddechowych.

Według danych przedstawionych przez Michała Ilnickiego z Głównego Inspektoratu Sanitarnego, na grypę umiera zwykle od jednego do czterech pacjentów spośród 1000 chorych.

„Polacy nadal jednak nie traktują poważnie zagrożenia grypą, co ze zdziwieniem i niepokojem obserwowane jest w innych krajach europejskich” – podkreślił prof. Antczak. Świadczy o tym niewielki nadal odsetek osób, które się szczepią przeciwko grypie. W sezonie 2013/2014 zaszczepiło się zaledwie 3,8 proc. Polaków, podczas gdy w innych krajach jest dziesięciokrotnie większy odsetek zaszczepionej populacji.

Specjalista powiedział, że pozytywne jest jedynie to, że po raz pierwszy od 2009 r. przestała spadać liczba Polaków szczepiących się przeciwko grypie. W sezonie 2012/2013 zaszczepiło się 3,8 proc. osób, prawie dwa razy mniej niż w pięć lat wcześniej, gdy w sezonie 2008/2009 na szczepienie przeciwko grypie zdecydowało się 6,8 proc. Polaków.

W tym roku po raz pierwszy firmy farmaceutyczne nie były zmuszone do zniszczenia niewykorzystanych w Polsce szczepionek przeciwko grypie. Tak trzeba postępować za każdym razem po zakończeniu sezonu grypowego, gdy pozostaną jeszcze jakieś preparaty.

„W naszym kraju co roku niszczono dotąd ogromną liczbę, bo kilkuset tysięcy niewykorzystanych szczepionek przeciwko grypie. W 2012 r. trzeba było zutylizować, czyli po prostu spalić, aż 400 tys. tych preparatów” – powiedział prof. Antczak. W minionym sezonie grypowym 2012/2013 zamówiono mniej szczepionek niż zwykle, spodziewając się małego nimi zainteresowania w Polsce.

Przeciwko grypie niechętnie szczepią się nawet polscy lekarze. W sezonie 2013/2014 mimo kampanii Ogólnopolskiego Programu Zwalczania Grypy zdecydowało się na to zaledwie 6 proc. lekarzy. Znacznie więcej, bo ponad 50 proc. pracowników medycznych zaszczepiło się w ośrodkach, które w ramach OPZG propagowały u siebie szczepienia przeciwko grypie.

Prof. Antczak powiedział, że lekarze i pielęgniarki powinni szczepić się w pierwszej kolejności. „Jeśli tego nie robią, to jest to nieetyczne, ponieważ nie szczepiąc się zagrażają sobie, swym bliskim i pacjentom” – podkreślił.

Specjalista przyznał, że rozważane jest wprowadzenie w 2014 r. obowiązkowych szczepień przeciwko grypie wśród pracowników opieki medycznej, finansowanych z budżetu. „Chcemy zyskać w tej sprawie aprobatę Naczelnej Izby Lekarskiej” – powiedział w rozmowie z PAP prof. Antczak.

Zdrowie

O chorobach mózgu, jego możliwościach oraz nowych sposobach leczenia chorób mózgu

O chorobach mózgu, jego możliwościach oraz nowych sposobach leczenia chorób mózgu będzie można usłyszeć podczas rozpoczynającego się w poniedziałek w Poznaniu. 6. Tygodnia Mózgu. W programie zaplanowano 9 wykładów popularno-naukowych.
Prelekcje odbywać się będą w Ośrodku Nauki Polskiej Akademii Nauk w Poznaniu przy ul. H. Wieniawskiego. Rozpoczynać się będą codziennie o godz. 17.

„Podczas Tygodnia Mózgu mówimy o nim z punktu widzenia różnych dyscyplin. Staramy się przygotować różnorodne tematy, zarówno te dotyczące medycyny oraz związane z możliwościami mózgu. Chcemy, żeby wykłady prezentowały różne informacje. W końcu mózg jest ciekawy i ma wiele tajemnic” – powiedziała w rozmowie z PAP Maria Osiak z poznańskiego oddziału Polskiej Akademii Nauk.

W ramach wydarzenia zaplanowano wykłady poświęcone m.in. pracy mózgu podczas używania j. migowego, wpływu sztuki na pracę mózgu oraz cierpieniu. Ponadto usłyszeć będzie można wykład dotyczący chorób mózgu, takich jak depresja, glejak mózgu czy uzależnienie od alkoholu i narkotyków.

Wśród prelegentów znaleźli się poznańscy oraz warszawscy naukowcy: dr Paweł Rutkowski, prof. Krzysztof Łastowski, prof. Jerzy Mellibruda czy prof. Bożena Kamińska.

Jak zaznaczyła Osiak, wykłady mają charakter popularno-naukowy, a ich celem jest popularyzacja nauki wśród społeczeństwa oraz prezentacja aktualnej wiedzy dotyczącej badań naukowych nad mózgiem i układem nerwowym.

Po zakończeniu każdej prelekcji jej uczestnicy będą mogli zadać naukowcom pytania.

Wszystkie wykłady będą transmitowane na żywo na stronie internetowej poznańskiego oddziału Polskiej Akademii Nauk. Każdy z nich będzie również tłumaczony na j. migowy.

W poniedziałek po wykładzie inauguracyjnym w Auli Nova w Poznaniu odbędzie się koncert muzyki jazzmana Krzysztofa Komedy, który został przygotowany przez Akademię Muzyczną.

Ponadto przed salą wykładową obejrzeć będzie można składającą się w z dwóch części wystawę prezentującą możliwości mózgu. Na planszach przygotowanych przez plastyka znalazły się opisy miejsc mózgu oraz funkcji, za które odpowiadają. Na drugą część wystawy składa się prezentacja prac przygotowanych przez dzieci, które przedstawiły ich wyobrażenia dotyczące pracy mózgu podczas wykonywania przez człowieka różnych czynności. 6. Tydzień Mózgu potrwa do piątku. Wstęp na wszystkie wykłady jest bezpłatny. Organizatorami tegorocznej edycji jest poznański oddział PAN wspólnie z Instytutem Genetyki Człowieka PAN i Instytutem Chemii Bioorganicznej PAN.