Nauka w Polsce i na świecie

Nauka w Polsce i na świecie

Światowy Dzień Ziemi

W sobotę 22 kwietnia, obchodzony jest Światowy Dzień Ziemi. W Warszawie główne obchody zaplanowano na niedzielę – na Polach Mokotowskich, jak co roku, odbędzie się wielki piknik ekologiczny.
Idea Dnia Ziemi zrodziła się w Stanach Zjednoczonych – po raz pierwszy obchodzono go tam 22 kwietnia 1970 r. W Polsce Dzień Ziemi organizowany jest od 1991 r. Każdego roku wybierane jest inne hasło przewodnie Światowego Dnia Ziemi, związane z problemami ekologicznymi – w tym roku brzmi ono „rzeka”.

Już w piątek, 21 kwietnia, obchody Dnia Ziemi zainaugurowała fundacja Nasza
Ziemia. Zorganizowała wiosenne porządki w warszawskiej dzielnicy Praga Południe,
połączone z warsztatami ekologicznymi. Uczniowie praskich szkół posprzątali
teren wokół Jeziorka Gocławskiego.

„Chcieliśmy nawiązać do tegorocznego tematu przewodniego święta. Jeziorko
Gocławskie jest bowiem niczym innym, jak dawnym zakolem Wisły” – mówi Ewa
Smolska z fundacji Nasza Ziemia.

W Warszawie, jak co roku, ekolodzy i mieszkańcy stolicy spotkają się w niedzielę
na wielkim festynie na Polach Mokotowskich. Odwiedzający będą mogli m.in. wziąć
udział w warsztatach segregacji odpadów, zabawach ekologicznych i edukacyjnych,
obejrzeć prezentacje licznych organizacji pozarządowych.

Organizatorzy zaplanowali wiele atrakcji dla dzieci i młodzieży – łączących
zabawę z nauką. Zwiedzając kolejno prezentacje polskich parków narodowych,
rozmieszczone wzdłuż symbolicznej rzeki, będzie można złożyć 23-elementowe
puzzle z informacjami o parkach.

Atrakcją tegorocznego festynu będą też koncerty folkowych zespołów muzycznych,
prezentacja produktów ekologicznych i regionalnych wyrobów i specjałów
kulinarnych, oraz przybliżenie starych technologii przetwarzania żywności – np.
wyrobu chleba, serów i masła.

Podobnie jak podczas ubiegłorocznego Dnia Ziemi, podczas festynu będzie można
zamienić odpady na sadzonki roślin. Za 5 kg makulatury, 10 opakowań szklanych
lub 10 baterii będzie można dostać sadzonkę drzewa (świerku, sosny, brzozy lub
modrzewia).

Organizatorzy apelują, aby udając się na festyn, skorzystać ze środków
komunikacji miejskiej. „Samochody mają zakaz wjazdu na Pola Mokotowskie i są
problemy z zaparkowaniem. Poza tym, dużo wygodniej i ekologiczniej jest
skorzystać np. z metra, albo własnego roweru” – mówili podczas środowej
konferencji prasowej.

Tegorocznym Człowiekiem Roku Polskiej Ekologii został w środę prezes Instytutu
na Rzecz Ekorozwoju, Andrzej Kassenberg. Laureat nagrody ogłaszany jest co roku
przed Dniem Ziemi.

Organizatorami obchodów są m.in. Fundacja Ośrodka Edukacji Ekologicznej,
Społeczny Instytut Ekologiczny oraz Mazowiecki Urząd Wojewódzki.

PAP – Nauka w Polsce, Anna Dworzyńska

Dzięki uprzejmości: PAP Nauka w Polsce

Nauka w Polsce i na świecie

Płoną pola, łąki, pastwiska

Wystarczyło kilka słonecznych dni, a już w powiecie tczewskim dały się we znaki pożary będące efektem wypalania traw. Najwięcej akcji odnotowano w minioną niedzielę. Wówczas to strażacy wyjeżdżali do płonących traw aż 17 razy. Łącznie płonące trawy gasili już około 50 razy.

Niekiedy resztki roślinne wypalają rolnicy, innym razem jest to iskra z lokomotywy pociągu, zaprószenie ognia, albo niebezpieczna zabawa dzieci i młodzieży. Wyjazd tylko jednego samochodu do takiego pożaru to koszt co najmniej 500 zł. Mimo że wypalanie jest karane najczęściej trudno udowodnić winę.
W akcję uświadamiającą o szkodliwości wypalania resztek roślinnych mocno włączają się ekolodzy. W ubiegłym roku szczególnie zaangażowała się w tę pracę gmina Gniew. Happeningi w centrum miasta, specjalnie przygotowane plakaty – to tylko nieliczne formy walki z bezmyślnym i tragicznym w skutkach wypalaniem suchych traw. Wraz z nimi ruszyła Akcja Edukacyjna „Nie wypalaj, nie zabijaj”.

Wypalanie może w skrajnych przypadkach doprowadzić do całkowitego wyjałowienia gleby. Na przykład bardzo żyzny torf zalega na głębokość od 40 do 50 cm. Wypalanie takiego terenu powoduje wprost nieodwracalne szkody. Minie nawet kilkaset lat zanim gleba ponownie będzie rodzić.

Źródło: Krystyna Paszkowska – Dziennik Bałtycki (fragmenty)

Nauka w Polsce i na świecie

Nadmorskie żubry szykują się do wiosny

Żadnych oznak wiosny nie widać na razie w Puszczy Białowieskiej ani na Bagnach Biebrzańskich (podlaskie). W puszczy leży śnieg, nad Biebrzą nie widać jeszcze ptactwa. Pomału natomiast szykują się do nadejścia prawdziwej wiosny żubry z Wolińskiego Parku Narodowego (zachodniopomorskie) – stają się bardziej ruchliwe i mają coraz większy apetyt. Niestety, na progu wiosny powraca problem pożarów spowodowanych wypalaniem traw i nieużytków.

W PUSZCZY BIAŁOWIESKIEJ ZIMOWY LETARG TRWA

W Puszczy Białowieskiej miejscami leży po kilkadziesiąt centymetrów śniegu.
Punkt meteorologiczny Białowieskiego Parku Narodowego (BPN) w nocy z wtorku na
środę zanotował temperaturę minus 14,1 stopnia C” – informuje dyrektor
Białowieskiego Parku Narodowego (BPN), Józef Popiel.

Także żubry, które zazwyczaj o tej porze rozchodziły się swobodnie po puszczy
porzucając miejsca zimowego dokarmiania, teraz wciąż przebywają w stadzie i są
dalej dokarmiane. „O tej porze zwykle były już znudzone sianem i wolały szukać w
puszczy młodych pędów. Zazwyczaj kończyliśmy dokarmianie w połowie marca” –
dodał Popiel.

Białowieski Park Narodowy dokonał „przeglądu” stada. Za zgodą ministra
środowiska wyeliminowano ponad 20 osobników chorych. Minister zgodził się na
odstrzał 30 sztuk. „Zostawiamy rezerwę z tej zgody na różne przypadki losowe” –
zaznacza Popiel.

W maju zaczną się rodzić żubrzątka. W ubiegłym roku w Białowieskim Parku
Narodowym przyszło na świat aż 70 młodych.

Do BPN zgłasza się też coraz więcej osób zainteresowanych prowadzeniem
prywatnych hodowli żubra. Popiel ocenia, że w najbliższym czasie do ministra
środowiska wpłyną pierwsze wnioski o zgodę na prowadzenie takich prywatnych
hodowli.

ŻURAWI WCIĄŻ NIE WIDAĆ

Na obrzeżach Puszczy Białowieskiej o tej porze roku było też zazwyczaj widać
żurawie, a tymczasem teraz wciąż jeszcze ich nie ma.

Masowo wędrujących ptaków nie ma jeszcze także na największych bagnach w Europie
– w Biebrzańskim Parku Narodowym. Jak informuje dyrektor tego parku, Adam
Sieńko, widziano dopiero pojedyncze gęsi. O przelatujących stadach nie ma
jeszcze mowy.

„Jeśli te przeloty nie zaczną się w pierwszym tygodniu kwietnia, wtedy dopiero
będzie można mówić, że to się opóźnia” – zastrzega jednak Sieńko. Jak podkreśla,
przelotom będzie sprzyjać coraz dłuższy dzień. Mniejsze znaczenie ma utrzymująca
się niska temperatura.

NA WOLINIE ŻUBRY OŻYŁY

Inaczej niż ich białowiescy krewniacy, żubry z Wolińskiego Parku Narodowego (WPN)
(Zachodniopomorskie) pomału szykują się na nadejście prawdziwej wiosny. „Stają
się bardziej ruchliwe i mają większy apetyt” – mówi zastępca dyrektora parku ds.
naukowo-badawczych, Bogdan Jakuczun.

Mimo że zima była w tym roku bardzo długa, żubry tego specjalnie nie odczuły.
„Długo utrzymujące się niskie temperatury i zalegający śnieg nie są żubrom
straszne. Dzięki grubej, kłębiastej zimowej sierści zwierzęta potrafią przetrwać
w znacznie cięższych warunkach niż te w północnozachodniej Polsce” – wyjaśnia.

Dopiero na początku maja żubry zmienią ciemną, kasztanowo-brunatną sierść na
letnią, znacznie jaśniejszą, gładszą, delikatniejszą. Będzie to pora linienia.

W związku z nadejściem cieplejszych dni żubry robią się bardziej ruchliwe niż
zimą. Chętniej się przemieszczają. Wzmaga się też ich apetyt, a pożywienie
stanie się bardziej urozmaicone. „Obecnie żubry dostają siano, buraki, marchew i
gałęzie. Latem ich jadłospis wzbogaci się jeszcze o zielonkę” – wyjaśnia
Jakuczun.

Opiekunowie żubrów z Wolińskiego Parku Narodowego liczą, że jak co roku urodzą
się młode żubry. Nie wiadomo, ile młodych przyjdzie na świat, bowiem, jak
wyjaśnia Jakuczun, u tych zwierząt ciąża jest na ogół niewidoczna.

Na terenie WPN żyje sześć żubrów. Według danych z 2002 roku pochodzących z
Księgi Rodowodowej Żubrów, w Polsce mamy ponad 780 sztuk tych zwierząt; żyją w 6
hodowlach oraz 5 siedliskach naturalnych. Najliczniejsze stado bytuje w Puszczy
Białowieskiej – ok. 390 sztuk.

Z WIOSNĄ POWRACA PROBLEM WYPALANIA TRAW

Po stopnieniu śniegu powrócił problem wypalania na wiosnę nieużytków. W
Lubuskiem z każdym dniem coraz częściej muszą interweniować strażacy. Tylko w
środę 23 marca lubuscy strażacy gasili 33 pożary traw i nieużytków.

Jak informuje oficer dyżurny komendy wojewódzkiej , w środę m.in.

Według Państwowej Straży Pożarnej w Gorzowie, ponad 90 proc. pożarów nieużytków
i trawy powodowanych jest przez ludzi, do tego najczęściej celowo. Akcje
związane z ich gaszeniem są czasochłonne i kosztowne; często absorbują wiele
zastępów. W tym tygodniu w okolicach Krosna Odrzańskiego spłonęło np ok. 7 ha
trawy porastającej nieużytki.

„Pomimo wielu apeli, akcji informujących o zagrożeniu, jakie ze sobą niosą
pożary traw i nieużytków, prawnego zakazu wypalania nieużytków oraz
uświadamiania ludzi, jakie szkody wyrządzają one w przyrodzie, od lat pożary
traw są prawdziwą wiosenną plagą w naszym regionie” – mówi rzecznik prasowa
lubuskiej straży pożarnej Barbara Sołocha.

Przypomina, że w przypadku uznania pożaru traw i nieużytków za groźny dla ludzi
i ich dobytku, sprawa trafia do sądu oraz że wypalanie pastwisk lub nie
obsianych jeszcze pól może zakończyć się utratą dopłat obszarowych.

Dzięki uprzejmości:
PAP – Nauka w Polsce

Nauka w Polsce i na świecie

Rtęć na naszym stole

Konserwy z tuńczyka zawierają rtęć – ostrzegała niedawno prasa i organizacje konsumenckie. Wszczynając alarm, podały listy marek produktów rybnych, które są najbardziej zanieczyszczone i których powinniśmy unikać. Tymczasem zawartość rtęci w rybach stawianych przez nas na stole nie zależy od marki produktu. Nie mieszajmy w tę sprawę firm – tłumaczy dr Zygmunt Usydus, kierownik Laboratorium Badawczego Morskiego Instytutu Rybackiego w Gdyni.

W myśl danych, które przedstawiły niektóre z gazet, np. „Super Express” czy
„Świat konsumenta”, okazało się, że różnice w zawartości rtęci w poszczególnych
puszkach z mięsem tuńczyka bardzo się różnią – nawet kilkunastokrotnie.
„Konsumenci mogli się przestraszyć i faktycznie zacząć unikać wyrobów
pochodzących od pewnych producentów. Tymczasem konserwy z tuńczyka trafiające na
polski rynek nie są produkowane w Polsce, lecz głównie w Tajlandii, na
Filipinach i w Ekwadorze. Dlatego jest właściwie kwestią przypadku, pod marką
jakiego dystrybutora znajdzie się on na rynku – wymienione w artykułach firmy
zajmują się jedynie ich importem i dystrybucją” – tłumaczy badacz.

Ile rtęci w jakiej rybie?

Od czego, jeśli nie od marki produktu, zależy ilość rtęci w zjadanej przez nas
rybie?

Po pierwsze, od gatunku ryby. Jak podaje Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa
Żywności EFSA (European Food Safety Authority), najwięcej szkodliwych związków
zawierają ryby znajdujące się na szczycie łańcucha pokarmowego, czyli ryby
drapieżne. Należą do nich m.in. rekin, miecznik, marlin, tuńczyk, halibut,
szczupak, w których zawartość rtęci sięga często rzędu 1 mg/kg.

Po drugie, od wieku ryby. „Im ryba jest starsza, tym większe prawdopodobieństwo,
że jest zanieczyszczona” – mówi dr Maria Wojciechowska-Mazurek, kierownik
Pracowni Badania Zanieczyszczeń Chemicznych Żywności z Państwowego Zakładu
Higieny .

Po trzecie zaś, ilość rtęci w rybach morskich zależy również od obszaru
geograficznego, z którego pochodzą. „Ryby z czystych wód oceanicznych zawierają
mniejsze ilości toksycznych substancji” – zapewnia dr Usydus.

Czy jedzenie ryb jest bezpieczne?

W myśl rozporządzenia Komisji Unii Europejskiej, maksymalny dopuszczalny poziom
rtęci w większości produktów rybnych nie powinien przekraczać 0,5 mg/kg
produktu. Czy w dostępnych na sklepowych półkach rybach zawartość rtęci jest
zgodna z dopuszczalną?

Produkty rybne, zanim trafią do obrotu, znajdują się pod kontrolą inspekcji
weterynaryjnej Głównego Inspektoratu Sanitarnego. Te z nich, które trafiły do
sprzedaży, poddawane są również wyrywkowej kontroli inspekcji sanitarnej. Jak
tłumaczy Anna Malinowska z Głównego Inspektoratu Sanitarnego, żadna z nich nie
wykazała, aby którykolwiek z obecnych na polskim rynku produktów rybnych
przekraczał którąkolwiek z norm bezpieczeństwa.

Również w badaniach monitoringowych prowadzonych przez Morski Instytut Rybacki w
Gdyni nie stwierdzono, aby w którymś z produktów zawartość rtęci, a także innych
metali toksycznych – arsenu, kadmu i ołowiu – była wyższa niż dopuszczalna.
Badania odbyły się w latach 2001-2003 na zlecenie Ministerstwa Rolnictwa i
Rozwoju Wsi. Przebadano w nich 294 produkty rybne, wyprodukowane przez polskich
producentów konserw, ryb solonych, wędzonych i marynat.

Ile człowiek może zjeść rtęci?

Rtęć występuje w środowisku w postaci związków chemicznych o różnej
toksyczności. Jak podaje EFSA, najbardziej szkodliwe dla człowieka są organiczne
związki metylortęciowe. Powstają one w wodach i glebie pod wpływem
mikroorganizmów. Metylortęć kumuluje się w rybach i innych organizmach morskich
i to wraz z nimi dostaje się jej najwięcej do organizmu człowieka.

„Maksymalne dopuszczalne pobranie rtęci, tolerowane przez organizm zdrowego
człowieka, wynosi tygodniowo 0,005 mg, w tym 0,0016 mg związków metylortęciowych
na 1 kg masy ciała. Oznacza to, że osoba ważąca 60 kg może przyjąć 0,3 mg rtęci
(w tym 0,1 mg metylortęci) na tydzień, dzieci o niższej masie ciała –
wielokrotnie mniej” – tłumaczy dr Wojciechowska-Mazurek.

Działanie toksyczne rtęci

Jak podaje EFSA, rtęć uszkadza przede wszystkim ośrodkowy układ nerwowy.
Szczególnie wrażliwy na jej toksyczne działanie jest rozwijający się płód, a
także małe dzieci.

Jakie są objawy zatrucia rtęcią? Oprócz m.in. nadmiernej wrażliwości skóry,
drętwienia warg i języka należą do nich porażenie mięśni kończyn, a także
zaburzenia wzroku, mowy i słuchu. „Pobranie dużych ilości rtęci może prowadzić
nawet do śmierci” – mówi dr Wojciechowska-Mazurek.

Jeść czy nie jeść?

Dietetycy zalecają jedzenie ryb. Są one dobrym źródłem pełnowartościowego białka
oraz wielonienasyconych kwasów tłuszczowych omega-3, a także wielu witamin,
szczególnie z grupy A, D i E, składników mineralnych (potas, wapń, fosfor) i
mikroelementów (żelazo, kobalt, mangan, miedź, cynk jod, fluor). „Jeśli będziemy
wybierali odpowiednie gatunki ryb oraz dobierali właściwe ich ilości, najlepiej
nie więcej niż dwie porcje ryby tygodniowo, nie powinniśmy obawiać się
zagrożenia. Jednak kobiety w ciąży, kobiety karmiące oraz dzieci powinny
pamiętać, aby nie spożywać w ciągu tygodnia więcej niż 100 g dużych ryb
drapieżnych takich jak miecznik, rekin, marlin, szczupak, tuńczyk” – podkreśla
dr Wojciechowska-Mazurek.

Dzięki uprzejmości:
PAP – Nauka w Polsce, Eliza Kokoszycka

Nauka w Polsce i na świecie

Martwe gołębie w okolicach Tarłowa

Ponad 350 martwych gołębi hodowlanych znaleziono w okolicach Tarłowa w powiecie opatowskim. Według służb weterynaryjnych na razie niewiele wskazuje na ptasią grypy. Wiele wskazuje na to, że gołębie zostały zabite przez jakiegoś hodowcę i wyrzucone później do lasu pod Tarłowem. Świadczą o tym powiązane korpusy i skrzydła u niektórych ptaków. Powiatowy lekarz weterynarii z Opatowa jest wstrząśnięty po pierwszych oględzinach. Nie jest wykluczone, że ktoś zabił je w obawie przed ptasią grypą.
Pod Tarłowem łącznie znaleziono 356 ptaków. Niektóre z nich jeszcze żyły. Skala wydarzenia i zagrożenie ptasią grypą nakazały służbom szczególną ostrożność. Część z ptaków będzie przebadana.

Źródło: TVP3 Kielce

Nauka w Polsce i na świecie

Ptasia grypa w Polsce

W Toruniu znaleziono pierwszego w Polsce łabędzia, zarażonego ptasią grypą. U ptaka, na którego natrafiono dwa dni temu w centrum miasta nad Wisłą, potwierdzono obecność wirusa H5.
Nie ma pewności, czy jest to odmiana wirusa N1 groźna dla ludzi. Gdyby potwierdziła się najgorsza wersja, byłby to pierwszy w Europie przypadek chorego ptaka, znalezionego w centrum miasta.
Władze Torunia wytyczyły w centrum miasta strefę ochronną – bulwar nad Wisłą jest zamknięty. W mieście obraduje sztab kryzysowy. Rozważana jest możliwość zamknięcia kolejnych ulic.
Główny Lekarz Weterynarii Krzysztof Jażdżewski powiedział, że „nie potwierdza, ani nie zaprzecza” nieoficjalnym informacjom TVN24. Poinformował, że szczegóły w tej sprawie zostaną podane w południe podczas specjalnej konferencji prasowej w Ministerstwie Rolnictwa.
Eksperci ostrzegają jednak przed paniką – ptasia grypa jest chorobą ptaków, nie ludzi. Według prof. Andrzeja Zielińskiego, krajowego konsultanta epidemiologicznego, potwierdzenie ptasiej grypy u toruńskiego łabędzia nie zmienia zasadniczo sytuacji w Polsce. Człowiek nie zaraża się tą chorobą łatwo. Niebezpieczny jest bezpośredni kontakt z zarażonym zwierzęciem, np. dotykanie go. Jednak człowiek przechodzący obok chorego łabędzia, nawet w odległości kilku kroków, nie jest zagrożony.

Źródło: TVN24/PAP

Nauka w Polsce i na świecie

Ptasia grypa w Polsce – Najczęściej zadawane pytania

W Toruniu znaleziono pierwszego w Polsce łabędzia, zarażonego ptasią grypą. U
ptaka, na którego natrafiono dwa dni temu w centrum miasta nad Wisłą,
potwierdzono obecność wirusa H5.

Jak zmniejszyć ryzyko zakażenia się wirusem ptasiej grypy?

  • Zaleca się unikanie kontaktu z ptakami nie zależnie od tego czy są one
    zdrowe, czy nie.
  • Unikać miejsc bytowania dzikiego ptactwa, ferm drobiu oraz innych miejsc
    jego przetrzymywania, handlu drobiem i wyrobami drobiarskimi, w tym pierzem
  • Nie wolno dotykać martwych ptaków, zwłaszcza dzikich gatunków
  • Najlepiej zakazać dzieciom zabaw w piasku.
  • Osoby, które muszą pracować z ptakami powinny nosić maski i kombinezony
    chroniące przed pyłem unoszącym się ze ściółki, a także dbać o higienę.

Gdzie zgłosić nieżywego ptaka?

  • straż pożarna, SANEPID, weterynarz w gminie

Wojewódzkie Stacje Sanitarno – Epidemiologiczne:

  1. WSSE Wrocław
    telefon centrali: (0-71) 328-30-41 do 49
  2. WSSE Bydgoszcz
    tel. (0-52) 37-618-00
  3. WSSE Lublin
    tel (0-81) 743-42-72 do 75
  4. WSSE Gorzów Wielkopolski
    tel. (0-95) 722-60-57
  5. WSSE Łódź
    tel: (0-42) 253-62-00
  6. WSSE Kraków
    tel: (012) 25-49-555
  7. WSSE Warszawa
    tel: (022) 620-90-01 do 06
  8. WSSE Opole
    tel: (077) 442-69-00
  9. WSSE Rzeszów
    tel: (017) 852-21-11
  10. WSSE Białystok
    tel: (085) 740-85-40
  11. WSSE Gdańsk
    tel: (058) 344-73-00
  12. WSSE Katowice
    tel: (032) 351-23-00
  13. WSSE Kielce
    tel: (041) 365-54-00 C
    345-09-44 D
    345-67-81 C
    366-00-39
  14. WSSE Olsztyn
    tel. (0-89) 527-95-00
  15. WSSE Poznań
    tel: (061) 854-48-00
  16. WSSE Szczecin
    tel: (091) 462-40-60

GŁÓWNY INSPEKTOR SANITARNY

  1. ul. Długa 38/40, 00-238 Warszawa tel. (022) 635-45-81; fax (022)
    635-61-94

Czy jedzenie drobiu jest bezpieczne?

  • Drób z zarażonych stad musi być niszczony i nie może być przeznaczony do
    spożycia przez ludzi ani przez zwierzęta nawet po przetworzeniu.
  • Uznano, że drób i jaja ze zdrowych stad znajdujących się jednak na
    terenach objętych epidemią po przetworzeniu nie zagrażają zdrowiu ludzkiemu.
  • Jajka, mięso, przetwory drobiowe mogą zawierać wirusa. Jeśli jednak
    ugotuje się je lub usmaży, ryzyko zmaleje prawie do zera

Czy szczepionka przeciw zwykłej grypie chroni także przed ptasią grypą?

  • NIE

Czy istnieje lekarstwo na ptasią grypę?

  • NIE. Dostępny na rynku lek o nazwie Tamiflu (zanamivir i oseltamivir),
    jedynie leczy objawy choroby i nie jest skuteczny w 100%.

Czy istnieje szczepionka na ptasią grypę?

  • TAK, ale jest dopiero w fazie badań klinicznych.

Objawy ptasiej grypy?

  • U ludzi, wirus H5N1 powoduje objawy podobne do tych, które występują w
    przypadku pospolitej grypy, czyli: gorączka, kaszel, ból gardła i obolałe
    mięśnie. Jakkolwiek, w poważniejszych przypadkach może rozwinąć się
    zapalenie płuc i poważne problemy z układem oddechowym (często w wyniku
    powikłań prowadząc do śmierci). Pacjenci z H5N1 rzadko mają też zapalenie
    spojówek, w przeciwieństwie do ludzkich przypadków wirusa H7.

Objawy ptasiej grypy u zwierząt?

  • Okres wylęgania influenzy trwa od 3 do 7 dni, w zależności od szczepu
    wirusa, gatunku drobiu i jego wieku. Objawy kliniczne choroby są bardzo
    zróżnicowane. Najczęściej pojawia się ona nagle i wiele ptaków pada bez
    uprzednich znaków sygnalizujących zakażenie. Czasem można u nich zauważyć
    brak apetytu, osłabienie, stroszenie piór i gorączkę. Kury początkowo znoszą
    jaja o bardzo cienkiej skorupie, a w miarę upływu czasu przestają się nieść.
    Przy przedłużającym się przebiegu choroby ptaki mają obrzękłe grzebienie i
    korale, oddychają z trudem. Często siedzą, lub stoją półprzytomne, opierając
    dzioby o ziemię. Tym objawom może też towarzyszyć biegunka. Śmiertelność
    choroby wynosi 50-100%.

Czy zwierzęta domowe chorują na ptasią grypę?

  • TAK, jak dowodzą badania naukowe nawet domowe koty mogą chorować i
    roznosić ptasią grypę. „Zdaniem naukowców koty mogą rozprzestrzeniać wirusa
    grypy typu H5N1 pomiędzy kurzymi fermami, a także przenosić go na ludzi.”

Czy ptasia grypa przenosi się z człowieka na człowieka?

  • NIE

Czy objawy ptasiej grypy można pomylić z inną chorobą?

  • TAK – Zakażenie ptasią grypą u człowieka łatwo pomylić ze zwykłym
    przeziębieniem. Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), objawia się ona
    m.in. gorączką (powyżej 38 stopni), kaszlem, bólem gardła, kłopotami z
    oddychaniem, bólami mięśniowymi czy bólami oczu.
Nauka w Polsce i na świecie

Polska na końcu w rankingu ochrony środowiska

Wycinamy stuletnie dęby, strzelamy do wilków czy niedźwiedzi i trujemy się na potęgę dwutlenkiem węgla. W rankingu ochrony środowiska przygotowanym przez amerykańskich naukowców znaleźliśmy się na przedostatnim miejscu w Unii Europejskiej – alarmuje „Metro”.

Nasz stosunek do ekologii podsumowali naukowcy z uniwersytetów Yale i
Columbia na szczycie Światowego Forum Ekonomicznego w Davos. Na liście państw,
które najlepiej dbają o środowisko naturalne, zajęliśmy 108. i 112. miejsce na
133 klasyfikowane kraje.

Z jakiego powodu Polska zajęła tak niskie miejsce? Dziennik podaje przykłady:
nie korzystamy z odnawialnych źródeł energii, w tej kategorii otrzymaliśmy 0,7
pkt na 100 możliwych.

„W tym roku wytworzymy w Polsce prawdopodobnie 100 megawatów mocy w siłowniach
wiatrowych, to zaledwie 0,3 produkcji wszystkich elektrowni” – mówi kierownik
projektu „Klimat i energia” w organizacji ekologicznej WWF Polska Wojciech
Stępniewski. „Dla porównania Niemcy produkują 18,5 tys. megawatów, to aż 7 proc.
ogółu” – dodaje.

Polskie fabryki i elektrownie trują na potęgę – czytamy w gazecie. W raporcie
zajęliśmy przedostatnie miejsce w UE pod względem emisji dwutlenku węgla.

„Dobrym rozwiązaniem, które może nakłonić przedsiębiorców do inwestycji w
ekologię, jest handel dwutlenkiem węgla” – twierdzi Stępniewski.

Taki system działa w UE. Jeśli fabryka przekroczy limit trucia, musi dokupić
uprawnienia do emisji dwutlenku węgla od zakładu, który truje mniej. Niestety, w
Polsce na razie to się nie udaje, a dwutlenku węgla we wdychanym przez nas
powietrzu przybywa.

Dzięki uprzejmości:
PAP – Nauka w Polsce